Tydzień temu polski episkopat zachęcił wiernych, żeby 13 kwietnia nawiedzać synagogi – by wspominać kobiety i mężczyzn, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic.
No i powiem szczerze: zatrzymałem się na chwilę i spróbowałem sobie wyobrazić, jak to dokładnie ma stali uprzedzeni, że mają się spodziewać – potencjalnie – miliony katolików?
Czy ktoś w ogóle z nimi rozmawiał?
Czy zapytano, co o tym myślą?
Czy istnieje jakaś forma takich odwiedzin, czy to raczej „jakoś to będzie”?
Bo skoro mamy „wspominać” konkretne osoby, to rozumiem, że chodzi o modlitwę.
No więc jaką?
Czy włączamy się w modlitwy żydowskie?
Czy odmawiamy własne?
Czy stoimy grzecznie z boku i próbujemy wyglądać na zorientowanych?
Czy ma to być wydarzenie wspólnotowe, czy prywatne?
Z tą wiązką pytań zadzwoniłem do biura prasowego Konferencji Episkopatu Polski.
Tam – ku mojemu zaskoczeniu – nie uzyskałem odpowiedzi na żadne z nich. Zostałem za to uprzejmie przekierowany do mojej lokalnej diecezji.
No dobrze, pomyślałem, idziemy poziom niżej.
Kurii archidiecezji poznańskiej.
Tam dowiedziałem się, że… w Poznaniu nie mamy nawet rabina.
Ale za to mogę zadzwonić do przewodniczącej gminy żydowskiej i dopytać sam.
W międzyczasie pojawił się też wątek językowy – że modlitwy mogą być w jidysz, którego, niestety, nie znam. A przecież jednym z owoców Soboru Watykańskiego II miało być aktywne uczestnictwo wiernych, a nie bierne stanie i kiwanie głową w rytm niezrozumiałego tekstu. 😕
Zasugerowano mi więc, żebym zapytał, czy są jakieś tłumaczenia.
Ponieważ bywam czasem w Krakowie (a Kraków, jak wiadomo, synagogami stoi), uznałem, że może tam sprawa będzie bardziej… dopracowana.
Zadzwoniłem więc do rzecznika archidiecezji krakowskiej. Do odsłuchania całej tej rozmowy zapraszam na YouTube (A jak będzie 10 tysięcy lajków, albo ktoś bardzo ładnie poprosi, to wrzucę też nagranie z archidiecezji poznańskiej).
I tu nastąpił moment kulminacyjny.
Dowiedziałem się, że: – z rabinami nikt nie rozmawiał,
– żadnej formy odwiedzin nie wypracowano,
– wszystko pozostawiono prywatnemu osądowi wiernych.
Czyli: idź, zobacz, wymyśl sobie sam.
Ale!
Otrzymałem też konkretną wskazówkę: w synagodze mogę odmówić wielkopiątkową modlitwę za Żydów.
Dopytałem więc, dla porządku, czy chodzi o tę słynną modlitwę za „Żydów wiarołomnych” (łac. perfidis Judaeis).
Tu pojawiło się lekkie poruszenie, ale ostatecznie usłyszałem, że – cytując sens wypowiedzi – „jeśli chcę, to mogę”.
No więc, drodzy Państwo – wygląda na to, że jesteśmy w domu.
Brak instrukcji, brak konsultacji, brak wspólnej formy, ale za to pełna wolność interpretacji.
Tak że tego… zachęcam wszystkich do odpowiedzialnego korzystania z tej wolności 😉 a pełną wersję modlitwy wrzucam w komentarzu.
Już po rozmowie naszła mnie refleksja, że nie wiem, czy uzasadnione było twierdzenie, jakoby papież Franciszek i biskup krakowski zatwierdzili tę modlitwę. Chyba się zagalopowałem, ale może niech na ten temat wypowie się ktoś lepiej poinformowany. Może @iktp_pl ?