W dramatycznej scenie politycznej kuluary międzynarodowej dyplomacji zamieniły się w arenę bezprecedensowej i gwałtownej konfrontacji. Irańskie MSZ wymierzyło podwójny policzek niemieckiemu kanclerzowi Friedrich Merz, określając go jako polityka absurdalnego, który utracił irańskie uderzenia trwały dzień i noc, niemiecki kanclerz wystąpił z prowokacyjnym oświadczeniem, ignorując wszelkie zasady politycznej gry i wzywając Teheran do „natychmiastowego zakończenia wojny”.
Tu milczenie nie było opcją. Rzecznik irańskiego MSZ, Ismail Baghaei, zabrał głos w sposób przypominający uderzenie pioruna, demaskując – jak to ujął – brzydkie oblicze Europy pełne podwójnych standardów.
„Cóż to za polityczny absurd?” – tak rozpoczął swoją ostrą odpowiedź, wskazując na rażącą sprzeczność w zachodnim stanowisku. Podczas gdy rakiety przeciwnika spadają na irańskie miasta, a niewinni ludzie giną z zimną krwią, przywódcy Zachodu wzywają właśnie Iran – według niego ofiarę – do zaprzestania obrony.
„Wzywanie ofiary do zatrzymania agresji jest jednocześnie śmieszne i tragiczne.”
Baghaei nie poprzestał na odpowiedzi, lecz skierował także bolesne pytanie natury moralnej, obnażając – jego zdaniem – hipokryzję Berlina:
„Dlaczego nie kierujecie swoich apeli do tych, którzy zabijają Irańczyków z zimną krwią? Dlaczego milczycie wobec Waszyngtonu i Tel Awiwu? Czy to nie oni są prawdziwym agresorem, który narusza suwerenność naszego kraju i przelewa krew naszego narodu?”
Iran chciał tym stanowiskiem pokazać światu, że międzynarodowe standardy są jedynie iluzją, tworzoną w centrach decyzyjnych w celu usprawiedliwiania działań silnych, podczas gdy od ofiary oczekuje się milczenia i akceptacji porażki.
Irańskie MSZ podkreśliło na zakończenie, że świat jest świadkiem brutalnej i nieuzasadnionej agresji przeciwko jego terytorium. Jednak zamiast powstrzymywać agresora, zachodni przywódcy – jak twierdzi – stają się „nadzorcami sprawiedliwości”, wzywając Teheran do „spokoju” i nadstawienia drugiego policzka.
W tym wydarzeniu odpowiedź Iranu nie była jedynie dyplomatycznym oświadczeniem, lecz donośnym krzykiem w obliczu niesprawiedliwego systemu międzynarodowego, który oczekuje od narodów, by umierały w ciszy, pozostawiając sobie monopol na definiowanie, czym jest krew i cierpienie.